W sobotę 2 sierpnia 2008 został zorganizowany wyjazd integracyjny dla wszystkich sympatyków 4x4 chcących pokonać dwudniową trasę poza asfaltami i cywilizacją. Trasa wiodła z Zielonej Góry przez Szprotawskie, Świętoszowskie i Żagańskie poligony aby w końcu dotrzeć do Bobrowic, gdzie w zakolu Bobru nastąpiła "wieczorna" część integracji.

W imprezie brały udział 2 załogi z Belgii (nissan patrol K-260 Wojtka oraz nissan patrol GR Michała Anioła) , 1 załoga z Żar, która przyjechała klasycznym UAZ'em (świetnie dawał sobie radę w terenie), Baca prowadził całą grupę jadąc w swoim długim patrolu GR (mimo tego, że w "automacie" to problemów nie miał żadnych z pokonywaniem terenu - być może dlatego, że to doświadczony kierowca). W wycieczce towarzyszył nam również Kolega z Gdańska. Przyjechał pięknym GR'em, w którego włożono mnóstwo pracy jeśli chodzi o przygotowanie do jazdy w terenie - wymieniając tylko zderzaki ARB (przód i tył, blokadę przedniego mostu, sprężarkę pod maską, porządny bagażnik dachowy z halogenami i wiele innych.

Trasę pokonywali swoją Suzuką Dominik z Osiecznicy i jego Pani. Dominik to uczestnik wielu rajdów i zlotów więc można powiedzieć, że z niejednego pieca chleb jadł oraz niejedną gumę spalił. Również Suzuką podążał Młody Koń (syn Konia - który w naszym środowisku off-roadowym legendą jest). Młody Koń zabrał ze sobą kilku Kolegów, którzy pomagali mu co chwilę zapinać bądź rozpinać przednie sprzęgiełka. Kewałs jechał białą suzą, której postanowił tym razem nie oszczędzać. Pokazał jak pokonuje się "białe błota" zalepiając alternator, sprzęgło, rozrusznik i chłodnicę.

Na szczęście w Bobrowicach mieszka Czesio, który dysponuje silnym ciśnieniem wody w swiom wężu i za jego pomocą zarówno Kewałs jak i Michał Anioł wypłukali sobie auta. Przy okazji Kewałsa, nie możemy zapomnieć, że stał się bohaterem tego wyjazdu, gasząc pożar instalacji elektrycznej w aucie Wojtka. Wojtek nie miał odcięcia masy i po przejeździe przez rzekę nastąpiło zwarcie, które doprowadziło finalnie do zapłonu kabli. Kewałs próbował gołymi rękoma wyrwać przewody z akumulatora lecz klemy były zbyt mocno przykręcone i konieczne było użycie gaśnic. Po tym incydencie, korzystając z zaplecza narzędziowego Roberta z Gdańska, Kewałs pomotał resztki instalacji w patrolu Wojtka, tak aby ten mógł dojechać spokojnie do domu.

Wieczorem przy ognisku i buteleczce chłodnej cieczy koloru herbaty, piekąc karkówkę, kiełbasę i cebulę i inną parówkę siedzieliśmy tocząc istotne i mniej istotne dyskusje na tematy różne.

Na ognisko przyjechał też Żółty Wojtek, Słonik i Wioletka, którzy to sprawili, że ognisko już paliło się zanim wszyscy dojechali do zakola Bobru. Nad ranem, skoro świt, około godziny 12:00, wypoczęci i radośni ofrołdowcy wrócili do swoich żon, męzów, królików miniaturowych itp. Zdjęcia z imprezy w fotogalerii
|